Ortoreksja - czy to na pewno zdrowe odżywianie ?

Udostępnij ten post


Ostatnio zrobiło się dosyć głośno, na temat choroby ortoreksji - zdrowego odżywiania.
Znalazłam ciekawy artykuł, dosyć długi, który daje sporo do myślenia. Mimo że staram odżywiać się też zdrowo, nie wpadam w skrajności, chociaż wydaje się, że niewidzialną i cienką granicę  łatwo jest  przekroczyć i wpaść w sidła obsesji na tym punkcie.

Szczerze, to mam mieszane uczucia.
Ale wg Wikipedii cytuję : "Ortoreksja (Orthorexia nervosa; ortho - "prawidłowy"; orexis - "apetyt") - patologiczna obsesja na punkcie spożywania zdrowej żywności[1].
Osoby dotknięte ortoreksją unikają spożywania określonych pokarmów, czasami również określonych sposobów obróbki żywności (np. gotowania, smażenia), ponieważ uważają, że są one szkodliwe dla zdrowia. Codzienna aktywność osoby chorej na ortoreksję zostaje zdominowana przez czasochłonne planowanie, kupowanie oraz przygotowywanie posiłków. Odstępstwo od ustalonych zasad dietetycznych skutkuje pojawieniem się poczucia winy oraz lęku. W skrajnych wypadkach ortoreksja prowadzi do zaburzeń funkcjonowania w społeczeństwie oraz niedożywienia[1]."

Nigdy bym nie pomyślała, że zdrowe odżywianie może spowodować problemy psychiczne.
Wg mnie ortoreksja - to choroba psychiki, i raczej złe odżywianie, skoro powoduje problemy.

Co Wy o tym myślicie ?  Przeczytajcie, bo naprawdę świetny artykuł.
Podzielcie się myślami w komentarzu.



tajemnice natury


Cytuję: "Zaczyna się całkiem niewinnie, jak wszystkie uzależnienia. Pewnego dnia postanawiasz, że nie tkniesz nigdy więcej czegokolwiek, co jest niezdrowe. Cel jest szlachetny. Początkowo stosujesz jakieś zdrowe diety. Potem sama precyzyjnie układasz swój jadłospis. Stopniowo eliminujesz coraz więcej produktów, zostawiając na liście jedynie te, które wydają się niczym nie skażone. I tak krok po kroku wpadasz w ortoreksję – obsesję na punkcie zdrowego jedzenia.
Lekarze przestrzegają przed nowym zaburzeniem odżywiania. Na jednym z forów zdrowego odżywiania o swoim przypadku opowiada Emilka:

Mam ortoreksję. Przez długi czas nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wyeliminowanie białego chleba, margaryny, smażonych rzeczy było czymś naturalnym, zdrowym. Byłam z siebie taka dumna. Nie odchudzałam się, ale dzięki zdrowemu odżywianiu – schudłam. Wyglądałam lepiej, zdrowiej. Dużo czytałam o toksynach w pożywieniu. Po 2 latach już prawie nic nie jadłam. Wydawało mi się, że wszystko w jakiś sposób jest zainfekowane, szkodliwe.
Odsunęłam się od ludzi. Nie mogłam patrzeć jak jedzą te trucizny. Wszystkich dookoła pouczałam, nawracałam. Teraz wiem, jak to mogło wyglądać. Wtedy wydawało mi się, że wiem więcej. W końcu przeczytałam tony książek i byłam prawdziwym ekspertem od żywienia. Straciłam okres, miałam awitaminozę, schudłam 15 kg. Po cichu, prawie niezauważona – przyszła depresja. Dziś się leczę.

Co to jest ortoreksja


Ortoreksja ( orthorexia ) jest obsesją na punkcie spożywania właściwego jedzenia. Co jest uznane za „właściwe jedzenie” zależy od indywidualnych preferencji ortorektyka. Cierpiący na ortoreksję przykłada patologiczną wręcz wagę do tego, aby jadać wyłączenie pokarm, który uznaje za zdrowy. Ortorektyk poświęca na myślenie o jedzeniu i planowaniu posiłków więcej czasu niż na cokolwiek innego. Życie ortorektyka obraca się wokół jedzenia. Wszelkie inne sprawy tracą na znaczeniu.
Narzuca sobie bardzo restrykcyjny reżim żywieniowy, a za każde złamanie tych zasad karze siebie, zwykle jeszcze większym reżimem. Na tej samej zasadzie ortorektyk premiuje swoje dobre zachowanie. Jeśli na przykład uda mu się nie ulec pokusie i uniknąć pokarmu „nieczystego” – nagradza się. Nagrodą jest odstawienie kolejnego pokarmu.
Ofiarami ortoreksji padają najczęściej kobiety. Zaburzenie to jest charakterystyczne dla społeczeństw bogatych.

Twórca definicji ortoreksji odkrył ją u siebie
Steven Bratman, bo to o nim mowa, w dzieciństwie chorował on na alergię. Leczenie wykluczało z jego diety pszenne pieczywo i produkty mleczne. Z upływem lat eliminował kolejne i kolejne produkty. Smak wielu potraw był mu całkowicie obcy. Wkrótce obawa przed jedzeniem, które mogłoby mu zaszkodzić przybrała kształt obsesji. Bratman spędzał po kilka godzin dziennie skrupulatnie przygotowując sobie posiłki, zaczytywał się w nowoczesnych dietach, był ekspertem najnowszych trendów żywieniowych. Jadł wyłącznie żywność ekologiczną i tylko o niej chciał i potrafił rozmawiać. Zaczął unikać przyjaciół, którzy go nie rozumieli. Dopiero, gdy ukończył medycynę zorientował się, że to z nim dzieje się coś złego. W jego gabinecie lekarskim pojawiali się pacjenci, którzy cierpieli z powodu obsesji żywieniowej. Jedzenie wypełniało praktycznie wszystkie ich myśli. Obserwując ich alienację od społeczeństwa i samotność Bratman widział siebie.
Wtedy zrozumiał, że ich zachowanie to nie uwielbienie dla tego, co zdrowe tylko choroba, która wymaga leczenia. Aby przestrzec innych, nie tylko zdefiniował nową chorobę, ale też wydał książkę „W szponach zdrowej żywności.” Nowo zdiagnozowaną jednostkę chorobową określił mianem orthorexia nervosa.
W ten sposób do kręgu chorób żywieniowych o podłożu psychologicznym, czyli anoreksji (jadłowstręt psychiczny) i bulimii (żarłoczność psychiczna), dołączyła – ortoreksja. Termin orthorexia nervosa pochodzi z języka greckiego (od słów orto – prawidłowy, dobry i oreksis – pożądanie, apetyt). Ortoreksja jest niczym innym jak obsesją na punkcie zdrowego żywienia. 

Czym ortoreksja różni się od anoreksji?

 

Na pierwszy rzut oka różnice są niewielkie. Najważniejszą z nich jest motywacja. Ludzie chorujący na ortoreksję nie pragną obsesyjnie zrzucić wagi i być szczupłymi. Utrata wagi może mieć miejsce jako pochodna prowadzonego przez nich zdrowego stylu życia. Anorektyk koncentruje się na ilości spożywanego jedzenia, natomiast ortorektyk głównie na jego jakości. Anorektyk ukrywa swoje działania, podczas gdy ortorektyk ma misję zbawiania świata. Za wszelką cenę chce przekonać innych do zdrowego odżywiania. Ostatecznie jest w tej mierze ekspertem. 

Jak przejawia się ortoreksja

 

Naczelna zasada ortorektyka to być zdrowym. Dlatego eliminuje z posiłków rozmaite produkty spożywcze, które zgodnie z najnowszymi nowinkami medycznymi, toksykologicznymi, czy po prostu medialnym szumem są lansowane jako szkodliwe. Najpierw rezygnują ze słodyczy, tłuszczów. Potem odpowiednia wydaje się już tylko żywność ekologiczna. Na półce wciąż rośnie kolekcja poradników i książek o tym, co jeść, a czego unikać. Rozkład dnia podporządkowany jest ściśle określonym zasadom. O tej porze jem to, o tej tamto, a potem w ogóle nic. Po pewnym czasie ortorektyk je już tylko pięć, sześć produktów, które uznał za bezpieczne dla swojego organizmu. Jednak nawet najzdrowsze pokarmy mogą zabić, jeśli dieta jest tak mało różnorodna. 

Czego z założenia unika ortorektyk

 


drobiu i nabiału – ponieważ przekonany jest o zawartości w nich antybiotyków i hormonów
wieprzowiny – może być zakażona pryszczycą
wołowiny – może zawierać priony wywołujące u człowieka chorobę Creutzfeldta – Jakoba
wędlin – ze względu na występowanie w nich środków konserwujących (azotyny i azotany)
warzyw i owoców – z obawy przed zawartością w nich metali ciężkich i pestycydów
żywności zawierającej sztuczne barwniki
ryb – ze względu na obecność metali ciężkich
produktów zbożowych – z uwagi na zawartość chemicznych polepszaczy 

Skutki uboczne

 


Mimo, że z założenia dieta ortorektyka jest zdrowa, to jednak taki monotematyczny sposób odżywiania ma swoje negatywne skutki. Niedobór minerałów i witamin powoduje bunt organizmu. Pojawiają się bóle i zawroty głowy, kłopoty z pamięcią i koncentracją. Do tego dołączają bóle brzucha, nudności, osłabienie, problemy z ciśnieniem, anemia. Bardzo często zanika miesiączka. Restrykcyjna dieta zaburza produkcję estrogenów odpowiedzialnych za regularność cykli.
Gremia medyczne twierdzą, że ortoreksja powoduje rozliczne choroby, których przyczyna tkwi w niewłaściwym sposobie odżywiania się. Co więcej, to zaburzenie odżywiania zostało rozpoznane jako przyczyna uszkodzenia narządów wewnętrznych.
Brak białka i wapnia prowadzi do osteoporozy. Ponadto może prowadzić do nadciśnienia, co dodatkowo obciąża niedożywione już serce. Niedobór żelaza i cynku (jego źródłem jest mięso) grozi niedokrwistością i spadkiem odporności. Lekarze alarmują, że dieta uboga w warzywa, owoce i błonnik przyspiesza rozwój nowotworu jelita grubego. Niedobory energetyczne rzutują też na gospodarkę hormonalną organizmu. A to z kolei może prowadzić do pojawienia się depresji i zaburzeń psychicznych.
Uff, sporo tego. I to wszystko ze „zdrowego odżywiania się”.
Ortorektycy leczą się u specjalistów zajmujących się konkretnym narządem lub układem. Najczęściej bezskutecznie, bowiem poprawa zdrowia uzyskana farmakologicznie, jest tylko chwilowa. Powrót do drastycznej diety oznacza powrót do praktyki niedoborów. 

Konsekwencje społeczne

 


Nie można pominąć także skutków natury społecznej. Ortorektyk czuje się i jest wykluczony społecznie. Ciężko z taką jednostką rozmawiać o czymkolwiek innym poza zdrowym odżywianiem. Przez większą część czasu ortorektyk czuje się niezrozumiany – zamyka się, spożywając posiłki w samotności i wielkim skupieniu.
Ortorektycy bardzo rzadko trafiają do psychologów, którzy mogliby im właściwie pomóc i uleczyć chorą duszę.

Jak zwykle winna jest psychika
Podobnie jak w przypadku anoreksji i bulimii, ortoreksja ma podłoże psychologiczne.
Szczególnie podatne na nią są osoby wrażliwe, od których wiele wymagano w dzieciństwie. Ciągła krytyka, stawianie coraz wyższych poprzeczek skazuje taką osobę w jej dorosłym życiu na perfekcjonizm. Perfekcjoniści z kolei są świetnym materiałem na ortorektyków.
W ortoreksję wpadają osoby, które były mocno kontrolowane w dzieciństwie. Teraz skupiają się na diecie, bo tu nikt nie może nimi sterować. Sami decydują o tym, co zjedzą. To jest rzecz, którą mogą mieć pod swoją absolutną kontrolą. W tej materii czują się jedynymi autorytetami. Samo nasuwające się pytanie brzmi, co im przeszkadza być dla siebie autorytetem? Przeciwko czyjemu autorytetowi się buntują?

Ortodyksyjną postawą żywieniową ortorektyk demonstruje swoją niezależność, niezawisłość. Na terytorium spraw żywieniowych nikt nie ma prawa wstępu. Widać inne jego terytoria są zajęte przez zewnętrzne siły. Sam nie ma nad nimi kontroli, oddał zarządzanie w ręce innych osób, dlatego rozpaczliwie potrzebuje własnej przestrzeni. Uprawia więc swoje poletko zdrowego żywienia. Uprawia je z aptekarską dokładnością, szaleńczą precyzją. W pewnym momencie zapomina że chodziło o zdrowie. Teraz chodzi mu tylko o rację. I bycie w opozycji. To ostatnie wychodzi mu całkiem nieźle. Wiele osób, szczególnie z grona bliskich próbuje ingerować w tę nowo zdobytą przestrzeń. Niezależność kłuje w oczy. Teraz ortorektyk nie tylko wzbudził zainteresowanie. Inni wręcz biją się o niego. Wydaje się, że cel został osiągnięty. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy ortorektyk przenosi swoje zaburzenie na osoby od niego zależne, sprawa zaczyna się robić wątpliwa moralnie.

„Co zrobić z 21-letnią dziewczyną, wg. mnie, ortorektyczką, której obsesje dotyczą jej dziecka? Dziecko ma niecałe 2 lata, jest decyzją matki dzieckiem wegańskim. Oprócz kasz, warzyw, niektórych owoców, mleka ryżowego i czasem sojowego, różnych ziaren, które, podobno „maja wszystko” co potrzeba do rozwoju – nie je nic. Dać spokój czy szukać pomocy? Dziecko waży 9,5kg, coraz częściej marudzi i ciągle jest głodne ale nie chce już jeść tych „zdrowych potraw”. Próbuję ciągle rozmawiać ale kończy sie na kłótniach. Co robić?!!
Nie jest powiedziane, że ww. dziewczyna jest ortorektyczką. To na razie domniemanie zaniepokojonej matki. Być może waga wnuka jest całkiem normalna, podobnie jak jego marudzenie przy jedzeniu. Wiadomo, że jak każde dziecko wolałby BigMaca. Jak sprawdzić gdzie kończy się zdrowe jedzenie a zaczyna obsesja?

Cienka granica normalności


Różnica pomiędzy prozdrowotnym stylem życia a obsesją polega na ścisłym rygorze jedzenia i braku tolerancji dla tych, którzy konsumują, zdaniem ortorektyków, szkodliwe jedzenie. Jeśli ktoś nie jest w stanie zrobić wyjątku i zjeść czegoś spoza swojej listy – masz przed sobą jednostkę podejrzaną o zaburzenie.
Jeśli myślenie o jedzeniu zajmuje komuś 3-4 godzin dziennie, a jego zainteresowanie skupia się wyłącznie na dobrej i złej żywności, trudno się dziwić innym, że widzą w nim neurotyka. On jest neurotykiem.
Jeśli ktoś unika kontaktów towarzyskich, bo wiązałyby się z jedzeniem skażonej żywności – skazuje się na izolację i samotność.
Jeśli ktoś rezygnuje z zajęć, które rujnowałaby jego „grafik posiłków” – rezygnuje tym samym z normalnego życia. Jedzenie staje się treścią i głównym sensem życia. Dzięki temu funduje sobie zapaść w innych relacjach.
Pomimo, że ortorektyk unika niezdrowej żywności, nie staje się przez to zdrowszy, a już na pewno nie psychicznie. Ortorektyk potrafi rzucić pracę, jeśli przeszkadza mu ona w zdrowym odżywianiu i zerwać kontakty z rodziną, jeśli ta sprzeciwia się jego praktykom. Przedłużające się spotkanie w pracy czy brak chudego twarogu w lokalnym sklepie mogą ortorektyka doprowadzić na skraj zapaści nerwowej.
Ale równie dobrze, powodem dla którego jest człowiek jest na skraju zapaści nerwowej, może być zupełnie inny problem. Nie wyrokujmy pochopnie. Czasem ktoś zachowuje się w sposób dla nas niecodzienny, a my przyklejamy mu łatwo dostępną etykietę. Sprawdźmy, czy to właściwa etykieta. 

Co jest niepokojącego w tym, że chcemy się zdrowo odżywiać?


W dobie uwielbienia dla śmieciowego jedzenia, patologicznej otyłości, żywności faszerowanej chemią, mutowanej genetycznie, zdrowy styl życia wydaje się być potrzebnym antidotum. Skąd więc to nagłe zainteresowanie ortoreksją? Z wypowiedzi fachowców przebrzmiewa ostrzeżenie przed kolejną groźną modą. Opinie medycznych autorytetów są jednoznaczne. To choroba, w dodatku o groźnych skutkach.
Tymczasem wolnomyślicielski Internet jak zwykle staje w opozycji. Przytaczam kilka wypowiedzi:
„Dziwi mnie, że w kraju, gdzie ludzie ciągle solą kilogramami, przesładzają herbatę i jedzą tony tłustego czerwonego mięsa, atakuje się zdrowy tryb życia. Zwłaszcza, że osób odżywiających się „fanatycznie zdrowo” osobiście nigdy nie spotkałem, a ludzi, którzy traktują swój organizm jak śmietnik spotykam co dnia. Ponadto na bycie fanatykiem religijnym istnieje ciągle społeczne przyzwolenie, a na osoby, które prowadzą zdrowy tryb życia, ciągle często patrzy się jak na wariatów.”

„Tak, tak to straszna choroba. Już czas straszyć nią dzieci w szkołach. Bo jeśli nie, nie daj Boże zaczną samodzielnie myśleć i zamiast oglądać całymi godzinami debilne seriale, chodzić do kościoła, opychać się niezdrowym żarciem, stosować używki powiedzą nie i kto będzie wtedy napędzał gigantyczne koncerny; spożywcze, farmakologiczne, medialne oraz kościoły, kto będzie wszczynał konflikty, zapadał na przewlekłe choroby? no kto?”
„Jeszcze nie zaczęliśmy się zdrowo odżywiać a już media trąbią, że to może to nam szkodzić. Więc może pozostać przy starych nawykach? [.]Media karmią się sensacjami, obalaniem dogmatów. Dla nich jest to kolejny materiał. Tak samo jak dla psychologów. Kolejne uzależnienie, które trzeba leczyć. Gama uzależnień się zwiększa, rośnie ilość klientów. Nie ma co narzekać.”
Ścieżka zdrowia ortorektyczki:
Z drugiej strony może warto opisać coś, co z pozoru nie wydaje się groźne, ale w skutkach bywa tragiczne. Kamila opowiada jak to było z nią:
– Najpierw zrezygnowałam z mięsa, bo wiadomo, że to źródło wielu chorób. Wszędzie można przeczytać, że nafaszerowane chemią mięso jest niezdrowe.
– Również dla zwierząt.
– No tak, aspekt humanitarny też do mnie przemówił. Lepiej się czułam bez mięsa. Poza tym jako wegetarianka czułam się trochę lepsza, bardziej świadoma od innych. Może brzmi to śmiesznie, ale raptem wszyscy zaczęli się mną zaczęli interesować. Po co, dlaczego, co jem, czego nie jem? Miło było być w centrum zainteresowania. Szczególnie, że byłam mocno obkuta, więc występowałam w roli swoistego autorytetu.
– Kamila, nie ma w tym nic złego. Wegetarian w Polsce jest mnóstwo, a jednocześnie nie jest środowisko obfitujące w ortorektyków. Przynajmniej na razie. Jak to się stało, że przestałaś jeść większość produktów, nawet tych uważanych za niegroźne?
– Wiesz, to jest tak, że najpierw wykreślasz ze swojego jadłospisu kilka produktów, które uznajesz za niezdrowe: żółty ser, bo jest za tłusty, gotowaną marchewkę, bo ma wysoki indeks glikemiczny, miód, bo uczula. Z czasem zaczynasz eliminować kolejne produkty, np. owocowy jogurt, bo zawiera barwniki, arbuzy, bo to sama słodka woda, ryby, bo mają w sobie metale ciężkie, cukier, bo to po prostu biała śmierć. Masz kłopoty żołądkowe, np. zgagę czy wzdęcia. Przestajesz więc jeść to, co długo leży w żołądku – rezygnujesz z fasoli, kapusty, nawet owoców, bo puchnie ci po nich brzuch.
– No tak, ale w ten sposób można bez końca ograniczać jadłospis.
– Masz rację. To bardzo wciąga. Co gorsza, po jakimś czasie mój układ trawienny odzwyczaił się od normalnej pracy. Wmówiłam więc sobie, że mam alergię pokarmową.
– Poszłaś do lekarza?
– Nie. Sama dobrałam sobie dietę.
– Co się na nią składało?
– Sok brzozowy, makaron razowy i otręby orkiszowe.
– Nie przetrwałabym długo na takim menu.
– Wiesz, ja się w ogóle nie kieruję smakiem potrawy. Jem, bo chcę dostarczyć organizmowi zdrowe pożywienie.
– Mnie się to też czasem zdarza.
– Ale nie wariujesz z tego powodu. Dla ciebie zupa kalafiorowa czy marchewka z groszkiem to pewnie potrawa niskokaloryczna i zdrowa, a ja jej nie zjem, jeśli nie znam pochodzenia warzyw, ani nie dowiem się na jakiej wodzie były gotowane.
– Rozumiem, że tort truskawkowy z bitą śmietaną nie jest dla twojego podniebienia źródłem rozkoszy, a tylko mieszaniną niezdrowych składników.
– Nie inaczej. Teraz się leczę, ale nie wiem, czy kiedykolwiek przemogę się aby zjeść coś tak ohydnego.
– Ohydnego?! Rozumiem, że wybór między lodami czekoladowymi a otrębami pszennym jest dla ciebie oczywisty, ale chyba tęsknisz za jakimiś smakami?
– Moja pięta Achillesa to sernik do kawki. Jeszcze czasem mi się to śni.

Beata Markowska"


Pozdrawiam serdecznie -  Tajemnice Natury.

 foto: www.pixabay.com - darmowe foto

26 komentarzy :

  1. Ja również bardzo, bardzo zwracam uwagę na to co jem, bo nie jestem śmietnikiem, ale nie zauważyłam u siebie objawów ortoreksji- to są już poważne zaburzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze sprawdzasz skład, jak na razie mamy wybór i możemy kupić co chcemy. Zauważyłam, że część produktów poprawiła skład, ale np te najtańsze, to mają cuda, na niektórych nazwach można połamać język.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Myślę, że jakiekolwiek przegięcie jest niezdrowe. Ale, z drugiej strony, dlaczego nikt nie wymyślił jednostki chorobowej dotyczącej upodobania do śmieciowego jedzenia??? ;) Bo większość ludzi byłaby chora? ;)
    Ortoreksja kojarzy się mi z anoreksją, bo pewnie do niej w końcu prowadzi.
    Należę do osób, które czytają skład tego, co kupują. Nie oznacza to, że jestem ortorektyczką, bo niestety to, co jest w sklepach i niby nadaje się do jedzenia, woła o pomstę do nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne skojarzenia.
      Dobrze piszesz, mam wrażenie, że robią nam wodę z mózgu.
      Nagonka na zdrowo odzywiajacych się ludzi, którzy chcieliby mieć dostęp do prawdziwego jedzenia.

      Usuń
    2. "dlaczego nikt nie wymyślił jednostki chorobowej dotyczącej upodobania do śmieciowego jedzenia" no własnie?! Dlaczego jeśli np. my na uczelni jemy zdrową sałatkę, którą przygotowałyśmy sobie w domu a obok nas znajomi jedzą kapcie z fastfoodu, to my musimy być uważane za te, które mają "bzika" a oni za ludzi normalnych? Nie podoba nam się to krytyczne spojrzenie społeczeństwa na wszystko co jest zdrowe.
      Co do ortoreksji to nie znamy nikogo z takimi zaburzeniami ale też nie sądzimy, że to iż czytamy etykiety, interesujemy się zdrowiem, chorobami cywilizacyjnymi i chemicznymi dodatkami do żywności (tak w ogóle to polecamy książkę "Chemia w pożywieniu" Grimm Hans-Ulrich) od razu świadczy o jakichkolwiek zaburzeniach psychicznych. Tym bardziej, że jeśli dopadnie nas ochota na coś niezdrowego (no ale bez przesady :P) to nie pohamujemy się przed zjedzeniem -dotyczy słodyczy xD.

      Usuń
    3. To jest nas więcej i się nie damy wtłoczyć w jakieś "reksje". Ja tam też nie znam nikogo z rzekomą ortoreksją - nawet mój komputer nie zna takiego słowa i je podkreśla ;) dla mnie to też jakaś ściema wtłaczana ludziom do głów, żeby za dużo nie myśleli i łykali papkę z różnych maków i kfsi, kupowali najtańszą i najgorszą paszę w marketach.
      Tak trzymać dziewczyny, z tymi zdrowymi sałatkami i czytaniem etykiet :)) Oby nas więcej było :)

      Usuń
    4. Jest już nas sporo i miejmy nadzieję, że coraz więcej producentów będzie nas doceniać!
      :) Z drugiej strony nie uważamy, że taka choroba nie istnieje. Sądzimy, że ortoreksja występuje wśród anoreksji głównie, dlatego może być nierozróżniana. Niektórzy faktycznie trochę za bardzo podchodzą do tematu odżywiania zbyt rygorystycznie i to może zmierzać w złym kierunku. Jednak zawsze w społeczeństwie występują jakieś odchylenia od normy ale nie koniecznie trzeba to nazywać chorobą, którą rozgłasza się na prawo i lewo na skutek czego tą etykietą obdarowane są osoby świadome tego co jedzą :/

      Usuń
    5. Ludzie są coraz bardziej świadomi, nikt nie chce jeść świństwa.
      Powiem Wam, że byłam kilka tygodni na diecie E.Dąbrowskiej, ciężko było, bardzo. Trzeba mieć naprawdę silną wolę, w dodatku, gdy trzeba gotować jeszcze dla rodziny. Pomogła mi, skończyły się migreny, bóle stawów, i nikt mi nie wmówi, że jestem ortorektyczką. Poza tym przez bardzo długi czas nie łapałam przeziębień, nie miałam nawet kataru. Zdrowe odżywianie leczy, ale musi być to zbilansowana dieta i z głową, bez przeginania w żadną stronę.

      Usuń
    6. Angelika i Monika Candy Pandas, dziękuję za polecenie książki, z chęcią poczytam, zaraz zacznę poszukiwania, gdzie kupić. Miłego dnia!

      Usuń
    7. Co do chorób mamy podobnie. Od momentu kiedy drastycznie zmieniłyśmy naszą dietę (zmusiła nas do tego sytuacja zdrowotna a nie widzimisię) nie potrzebujemy żadnych szczepień jesienną porą. Kiedy łapie nas przeziębienie czy coś w tym rodzaju to leczymy się domowymi sposobami czyli głównie naturalną wit.C i mamy się lepiej niż nasi znajomi. Badania kontrolne natomiast wykonujemy systematycznie i są aktualnie najlepsze. Zdrowy rozsądek i umiar to podstawa we wszystkim co robimy :)
      Mamy mnóstwo książek, które są prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat prawidłowego odżywiania (zapraszamy na naszego bloga i zakładkę "polecamy książki"). Tego typu publikacje są wiarygodnym źródłem informacji a nie artykuły znalezione w internecie na mało poważnych stronach internetowych gdzie zaprzeczają same sobie :)
      Dziękujemy i pozdrawiamy :)

      Usuń
  3. Żadna skrajność nie jest dobra. Podobnie w tym przypadku - zdrowe odżywanie jest oczywiście ważne, ale nie może prowadzić do paranoi... Zdrowie jest wartością, ale nie najwyższą :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram Twoje słowa - "Żadna skrajność nie jest dobra" - takie zachowania prowadzą do problemów i nie tylko zdrowotnych. Bardzo ważne jest umiarkowanie, we wszystkim.
      Zdrowie jest wartością, tak to prawda, ale mamy też swoje priorytety w życiu, które stawiamy na tym samym szczeblu i zaciekawiłeś mnie swoją najwyższą wartością.
      Pozdrawiam też serdecznie:)

      Usuń
  4. Faktycznie są to poważne zaburzenia. Zgadzam się, że to już nie jest zdrowy tryb życia, bo skoro myślenie o tym 24 godziny na dobę zdrowym nie jest. Skoro tak bardzo wpływa to na życie człowieka, to nie może to być coś pozytywnego, mimo rzekomego dobrego wpływu zdrowego jedzenia na organizm (rzekomego, bo w tym przypadku to chyba nie działa w tą stronę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim potrzebna jest wiedza, a czasami wsparcie odpowiednio do tego wyszkolonych specjalistów. Miłego dnia.

      Usuń
  5. Znam dwie osoby, które wg. mnie maja taką przypadłość. Nadmierna chudość i ciągłe analizowanie tego co jedzą, rozkładanie posiłków na czynniki pierwsze i blada cera. Trzeba jeść z rozsądkiem, ale bez przesady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie znam nikogo z tak skrajnym analiziwaniem tego co je, ale jak sama zauważyłaś na dobre , to nie wyszło. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  6. a i jeszcze chcialam dodac ze odżywiajac sie zdrowo czuje sie wprost swietnie i jestem szczesliwa.pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Różyczko, akurat Twoje poglądy znam i wiem co robisz, dlatego wierzę, że wszystko pójdzie w dobrą stronę.
      Życzę powodzenia i wytrwałości :)

      Usuń
  7. Ja już ostatnio pisałam - wszelkie skrajności są niezdrowe i prowadzą do patologii. Nawet będąc na diecie warto czasem pozwolić sobie na ciastko, bo to przyjemność, która jest niezbędna dla naszej psychiki. Ja jeść lubię i chyba nie jestem typem człowieka, który może w taki obłęd wpaść. Bo czymże byłoby życie bez czekolady... Nie trzeba jej codziennie jeść przecież, ale żeby od razu zupełnie rezygnować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Królowo :)
      Też lubię czekoladę i chyba bardzo bym cierpiała, gdybym musiała sobie jej odmówić :)
      A o psychikę też musimy dbać, tak jak piszesz, bo ona ma główny wpływ na nasze życie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Dużo rzeczy je się niezdrowo.Wiem jak to na wszystko trzeba patrzeć.Pozdrawiam bardzo cieplutko;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Agatko, bobrze, że orientujesz się, jak należy się odżywiać, to bardzo ważne jeśli chcemy być zdrowi.
      Też pozdrawiam bardzo ciepkutko!

      Usuń
  9. Przede wszystkim trzeba się znać na tym temacie, by wiedzieć czego i dlaczego unikać, a za tzw. zdrowe odżywianie często biorą się osoby, które nie mają pojęcia o odżywianiu i w efekcie z punktu widzenia osoby trzeciej wychodzi to groteskowo, a dla samej osoby zainteresowanej nawet niekorzystnie dla zdrowia. Znam trochę takich przypadków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację, i w zasadzie bardzo łatwo można doprowadzić zdrowie do riuny, przez pseudo zdrowe odżywianie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Zdrowa żywność nie zawsze jest zdrowa, czasem nawet jest bardziej niezdrowa od tej normalnej ;)
    A polskie kurczaki nie są karmione hormonami, wiem, bo mam styczność z branżą drobiarską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu i to jest naprawdę bardzo dobra wiadomość. Jeśli mogłabyś jeszce polecić hodowce, to już byłby szczyt marzeń, jakoś po tych aferach z żywnością straciłam ochotę na mięso ze sklepu, ale nie tylko mięso, większość produktów kupuję na lokallnym rynku od gospodarzy.
      Dziękuję za odwieziny i komentarz. Pozdrawiam srrdrcznie.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi przemyśleniami, doświadczeniem albo pomysłami. Z pewnością zajrzę na Twój blog i uczynię z przyjemnością to samo.
Blog ma charakter informacyjny, nie zastępuje profesjonalnej porady lekarskiej.
Jeśli podoba Ci się wpis, proszę udostępnij znajomym - Dziękuję.